Robert Mkrtchyan: Bariery są w ludziach

Robert podczas meczu reprezentacji (źródło: Agencja Gazeta)

Robert podczas meczu reprezentacji (źródło: Agencja Gazeta)

Robert Mkrtchyan jest kapitanem zespołu Śląsk Wrocław Blind Football, czyli drużyny, która uprawia piłkę nożną dla niewidomych. Ma na swoim koncie tytuły króla strzelców oraz MVP na wielu międzynarodowych turniejach. Reprezentant Polski, ormiańskiego pochodzenia. Aktywnie działa na rzecz osób niepełnosprawnych.

Zacznijmy od medycznej strony naszej rozmowy. Na czym polega Twoja niepełnosprawność?

Przyszedłem na świat jako zdrowe dziecko. Jednak po krótkim czasie stwierdzono u mnie wrodzoną jaskrę obu oczu. Bylem operowany i hospitalizowany w Klinice Okulistycznej AM (wtedy jeszcze mieszczącej się na ul. Chałubińskiego 2a) we Wrocławiu. Operacja powiodła się pełnym sukcesem, a przebieg pooperacyjny również odbył się bez powikłań.

Dokument z kliniki, w której operowany był Robert

Dokument z kliniki, w której operowany był Robert (archiwum prywatne)

Niepełnosprawność może zamknąć drogę do uprawiania sportu?

Myślę, że tak, ale w momencie, gdy niepełnosprawność spotyka kogoś już w trakcie uprawiania sportu. Ja się taki urodziłem, nie znam innego świata, więc tak się dostosowałem, że tej niepełnosprawności praktycznie nie odczuwam.

Jak to się stało, że blind football pojawił się w twoim życiu?

Całe życie grałem w normalną piłkę, amatorsko. Potem musiałem zmienić szkołę, bo w międzyczasie pojawiła się muzyka i stwierdziłem, że jestem gwiazdą, z nauką miałem na bakier, więc wybrałem indywidualny tok nauczania (śmiech). Żeby to uzyskać musiałem udać się do poradni, gdzie polecono mi szkołę dla niewidomych i słabowidzących. Tam okazało się, że jest coś takiego jak blind football, ale dopiero to raczkowało.

Od początku chciałeś zajmować się tym na poważnie?

Na początku celem był tylko mecz pokazowy na Euro 2012 przed ćwierćfinałem Niemcy – Grecja w Gdańsku. Z góry było narzucone, że jeśli powstaną w Polsce dwie drużyny blind footballu, to będą mogły zagrać właśnie ten mecz. Każdy wtedy chciał grać, bo chcieliśmy po prostu wystąpić na stadionie. Każdy był zmotywowany i jakoś poszło. Po latach zostało tylko kilka osób z tamtej “paczki”.

Spotykasz jakieś bariery w uprawianiu sportu?

Bariery są w ludziach. Jeśli ktoś próbuje sił w mojej dyscyplinie to często bardzo szybko się poddaje, ponieważ tak jest łatwiej niż poświęcić więcej czasu, aby wejść na odpowiedni poziom w tym sporcie. Przeszkodą jest specyfika mojej dyscypliny. Czasem potrzeba kilku lat ciężkiej pracy, aby otrzymać oczekiwany rezultat, czyli zawodnika na międzynarodowym poziomie. Mamy ten komfort, że nasz sport jest w pewien sposób widowiskowy i wywiera ogromny wpływ na ludzi, którzy pierwszy raz się z nim stykają.

Co jest twoją motywacją, jeśli chodzi o grę w blind football?

Chęć rywalizacji, chęć bycia lepszym od innych. Taka może odpowiedź na kompleksy powstałe w dzieciństwie. Odzyskanie szacunku, który został nadszarpnięty w latach młodości przez uciążliwe sformułowania rówieśników. Dążenie do najlepszej wersji siebie poprzez udowodnienie sobie jak i innym, że potrafię więcej niż pozostali, nawet jeśli mam minimalnie trudniej. Coraz większa wiara w siebie oraz widoczne pierwsze sukcesy, które napędzały do dalszego trenowania.

Jest szansa na to, żeby blind football stał się na tyle popularny, żeby móc z niego żyć?

Żeby żyć z blind footballu trzeba mieć sukcesy. Żeby mieć sukcesy trzeba mieć drużynę, a żeby ją mieć – trzeba mieć niewidomych. Ja nie mogę grać na Mistrzostwach Świata czy Europy, bo widzę na jedno oko. Teraz, gdy weszliśmy pod skrzydła Śląska Wrocław, o naszej dyscyplinie jest nieco głośniej. Na razie gramy międzynarodowe turnieje, w których wypadamy dobrze. Reszta to melodia przyszłości.

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za dalszy rozwój dyscypliny.

Również dziękuję.

Copy Protected by Chetan's WP-Copyprotect.